Witajcie,

tym razem dość nietypowo jak na mnie przygotowałam dla Was nie inspiracje, a test urządzenia. Urządzenia, które właściwie wzbudziło sensacje od kiedy pokazano je na amerykańskim Creativation. Mam namyśli oczywiście Foil Quill od WRMK. Jeśli chcecie się dowiedzieć co to właściwie jest i jak działa w porównaniu do znanej dotychczas metody złoceń przy użyciu laminatora (lub maszynki Minc) zapraszam poniżej.

Zacznijmy od tego o co w całym złoceniu chodzi? Otóż, najprościej mówiąc, specjalne termoreaktywne folie przyklejają się do rozgrzanego tonera (konieczna jest tu drukarka laserowa) pod wpływem ciepła laminatora/maszynki Minc.

W przypadku Foil Quill rozgrzewa się sama końcówka w ploterze.

Na początek porównanie końcówki do złoceń z metodą z użyciem druku laserowego i laminatora. Obie metody stosuję po raz pierwszy, w obu przypadkach znam tylko teorie, więc przy okazji zobaczymy czy są łatwe w użyciu. Postaram się także ocenić co zajmuje więcej czasu.

Do złocenia wybrałam jeden wzór (Silhouette Design Store, design ID: 15982) i zapisane czcionkami Cancun Sketch (Silhouette Design Store, design ID: 79759) i Sleeping napisy. W planach było też użycie tych samych folii – złotej folii First Edition i srebrnej Deco Foil – plany te musiały ulec zmianie, ale o tym później.

Aby móc użyć metody złocenia z wykorzystaniem laminatora potrzebuje wydruku laserowego – osobiście takiej drukarki nie posiadam i tu z pomocą przyszedł mąż i zakład pracy. Jest to jednak dodatkowa rzecz, o jakiej należy pamiętać jeśli chcecie używać tej metody. Czasu trwania tego etapu nie będę też mierzyć – myślę, że mniej więcej wiecie ile czasu zajmuje Wam wydrukowanie kartki A4.

Sam etap rozgrzania laminatora i przepuszczenia przez nią wzoru wraz z folią trwał ok 4 min (3 min rozgrzewanie + plus niecała 1 min przepuszczenie kartki przez laminator). Oczywiście czas ten zależeć będzie od posiadanej przez Was maszynki (ja mam no-name z supermarketu :)) Efekty poniżej.

Myślę, że zauważycie od razu, że to co uzyskałam idealne nie jest. Folia nie pokryła wzoru w 100%. Samo przepuszczenie przez laminator powtórzyłam kilkukrotnie co odrobinę jakość poprawiło, ale przyznacie, całkiem super to nie jest. Najlepiej wyszły same napisy. Z tłem jest gorzej choć myślę, że i tak je wykorzystam. Co do napisu „pełnego”… no cóż, raczej wykorzystam do jakiejś kartki w stylu „distressed look”. Teraz czas na Foil Quill. Zalecany czas rozgrzewania końcówki to 5 min, choć wydaje mi się, że można go trochę skrócić. Moja pierwsza próba ze złoceniem była na bardzo wolnej prędkości (bo im wolniej tym według producenta dokładniej Foil Quill sobie poradzi) i trwała 8 min dla złocenia samego tła. Przy kolejnych prędkość zwiększyłam, a Foil Quill i tak radził sobie świetnie.

Nie zmienia to faktu, że porównując sam czas trwania procesu, Foil Quill jest wolniejszy od laminatora. Zerknijcie jednak na zdjęcia porównujące jakość – bez dwóch zdań Foill Quill tu wygrywa. Nie ma żadnych niedociągnięć, tam gdzie przeszła końcówka tam jest folia. Nie ma tonera, więc nie ma też żadnych czarnych kropek a i sam efekt złocenia jest jakby jaśniejszy (brak czarnego podkładu?) mimo, że użyte przeze mnie folie miały dość podobny odcień.

Co do folii – wykonałam próby zarówno z folią Deco Foil jak i First Edition. Najlepsze co uzyskałam to …. właściwie pusta kartka. Bazując na tym można chyba wnioskować, że Foil Quill będzie działał tylko z dedykowaną folią.

Na koniec pamiętać musicie, że Foil Quill działa trochę jak użyty w ploterze pisak. A więc pokryć folią tą metodą możecie to, co ploter jest w stanie naszkicować. Pojawia się tu kwestia np napisów – ploter naszkicuje ich obwódkę, ale nie wypełnienie. Do dyspozycji są różne grubości końcówek, więc i w ten sposób można uzyskać ciekawe efekty.

W wersjach płatnych oprogramowania napisy można wypełnić szkicem (ale znów nie jest to wypełnienie jednolite).

Istnieje też metoda, by „zmusić” ploter do wypełnienia napisu dodając wiele wewnętrznych obwódek, aż te zapełnią napis. Poniżej efekt jak to wygląda przy użyciu Foil Quill.

Napis niby cały pokryty jest, ale rozpoznać można każdą obwódkę.

Podsumowując – jak dla mnie to naprawdę świetny dodatek do plotera.

Urządzenie jest proste w obsłudze a jakość złocenia cudowna. Ponieważ nagrzewamy tylko końcówkę i miejsce, w którym chcemy by folia się znalazła, a nie cała powierzchnię, eliminujemy ryzyko, że folia znajdzie się tam, gdzie jej nie chcemy.

Dodatkowo pomijamy etap druku, a więc łatwiej jest coś zafoliować np. na skrawku papieru lub takim materiale, z którym nie radzi sobie drukarka czy sama laminarka. Ja spróbowałam z plastikiem i papierem welinowym – do laminatora i drukarki tego pierwszego bałabym się włożyć a Foil Quill poradził sobie świetnie. Już widzę te złocone życzenia na przezroczystych okienkach w kartkach 🙂

Pozdrawiam

ellethnowy banerek

Po więcej inspiracji zapraszamy Was również na fanpage Ani:

https://www.facebook.com/ellethscrafts/?fref=ts


INNE NASZE TUTORIALE: